M O J A C H O R O B A
Jestem 31 letnim mieszkańcem Torunia. W swojej opowieści cofnę się do dnia 25 grudnia 2004 roku, bowiem to tego
dnia wezwany do domu lekarz stwierdził u mnie zapalenie oskrzeli. Zapisał antybiotyk i leki pomocnicze jednak
bez leku osłonowego. Nie pamiętam nazwy antybiotyku, gdyż nie przewidywałem, że kiedykolwiek takie informacje
będą mi potrzebne.
Nie czując żadnej poprawy stanu zdrowia w Nowy Rok udałem się do stacji Pogotowia Ratunkowego i tam,
po badaniu, zapisano mi kolejny antybiotyk wraz z lekami pomocniczymi, ale i tym razem bez leku osłonowego.
Stan mojego zdrowia nie ulegał poprawie i cały czas utrzymywał się stan podgorączkowy 37 º - 37,5 º C.
Kiedy zaniepokojony tym udałem się do Przychodni uzyskałem zapewnienie, że antybiotyk zapisany w Pogotowiu jest
właściwy, a osłuchowo moje płuca są czyste.
Po zażyciu całej dawki antybiotyku właściwie w stanie mojego zdrowia nie nastąpiła żadna poprawa i stan
podgorączkowy utrzymywał się cały czas.
Zastanawiając się co dalej wykonałem na swój koszt badania na obecność wirusa HIV (wynik ujemny).
Skontaktowałem się też z lekarką, która 15 lat temu leczyła mnie w szpitalu na zapalenie płuc. Zbadała mnie
i zleciła wykonanie zdjęć rentgenowskich płuc. Ani badanie osłuchowe, ani zdjęcia nie wykazały w płucach niczego.
Stwierdziła jednak, że podejrzewa co może być przyczyną mego złego samopoczucia i zapisała antybiotyk o szerokim
spektrum działania.
Niestety i tym razem moje zdrowie nie uległo poprawie, a stan podgorączkowy nadal się utrzymywał.
Podczas kolejnej wizyty w Przychodni lekarz stwierdził, że mój organizm jest osłabiony i zapisał magnez. Tę tezę
potwierdziła w telefonicznej rozmowie lekarka zlecająca prześwietlenie płuc, zaleciła branie witamin i spokojny
powrót do pracy. W tym czasie zacząłem odkrztuszać wydzielinę o brązowo - rdzawym kolorze z ropnymi grudkami.
Efektem wizyty w Przychodni, u tego samego lekarza, było zaaplikowanie mi kolejnego antybiotyku (bez żadnych
dodatkowych badań i leku osłonowego). Antybiotyk zażywałem przez 14 dni i efektem tego było jedynie zwiększenie
ilości odpluwanej wydzieliny o coraz bardziej brązowym kolorze. Temperatura w granicach 37 º C wciąż się
utrzymywała.
Kolejna wizyta, ten sam lekarz, wcześniej stwierdzający osłabienie mojego organizmu zapisuje mi kolejny
antybiotyk. Po tygodniu jego stosowania, do odpluwanej wydzieliny dołączają bóle głowy, dziwny ucisk i bóle
w klatce piersiowej, ból zatok czołowych. Udałem się ponownie do Przychodni i tam, już od innego lekarza,
otrzymałem skierowanie na prześwietlenie płuc i do laryngologa. Prześwietlenie nie wykazało żadnych zmian,
natomiast laryngolog orzekł, że mam grzybicę języka i zapisał CLINDO 300 i FLUCONAZOLE 100 mg.
Trzeciego dnia przyjmowania Clindo, około południa, poczułem potworny ból i ciśnienie w głowie (jakby za chwilę
miała mi eksplodować). Bolał mnie też kręgosłup. To była sobota. W poniedziałek udałem się ponownie do
laryngologa, który co prawda zdziwił się reakcji mojego organizmu, ale zapisał inny antybiotyk.
Flukonazol zażywałem przez okres 7 dni w dawce 100 mg dziennie. Po upływie 10 dni, zatokami szczękowymi
i czołowymi zaczęła spływać, do nosogardzieli i dalej, wydzielina o bardzo nieprzyjemnym zapachu. Co jest istotne
- po powolnym spływaniu wydzieliny zarówno bóle głowy jak i w okolicach uszu zaczęły ustępować, aczkolwiek nie
do końca.
W tym to właśnie czasie znajomy zarekomendował mi lekarkę laryngologa. Oczywiście skorzystałem z tej propozycji.
Pani doktor podjęła decyzję o natychmiastowym odstawieniu wszystkich leków wprowadzając w ich miejsce lek
o nazwie LACIDOFIL - florę bakteryjną dawkowaną 3 razy dziennie.
Po podjęciu kuracji zaczęły występować następujące objawy: ból wątroby, nerek, ogromny ucisk w klatce piersiowej,
ból zatok nosowych i czołowych, ból głowy - szczególnie w okolicach uszu, zatykanie uszu (nie można było
zniwelować tego zjawiska przełykaniem śliny - co radzą laryngolodzy). Występował ból oczu (jakby od środka),
a obraz się rozmazywał. Zaczął pojawiać się ból wszystkich mięśni, węzłów limfatycznych pod pachami
i w pachwinach, ból stóp. Traciłem równowagę i nie mogłem normalnie chodzić. Miałem zgagę, ciągle odbijało mi
się, występowały wzdęcia. Stolec oddawałem często, raz na granicy biegunki, raz na granicy zaparcia. Podobnie
z moczem, który oddawałem co 1 - 2 godziny.
Z takimi objawami otrzymałem od pani doktor skierowanie do Przychodni Pulmunologicznej i tam lekarz ocenił, że
przyczyną infekcji mogą być niewyleczone zęby. Jeśli miałoby to polegać na prawdzie, to należałoby w tym miejscu
powiedzieć, że winę za taki stan rzeczy ponosi rtęć znajdująca się w plombach stosowanych przed laty.
W tejże Przychodni otrzymałem skierowanie na badanie pod kątem gruźlicy (wynik ujemny) oraz plwocin. Zdaniem
lekarza oglądającego ten wynik, jak i laryngologa, bakterie jakie wyhodowano nie mają żadnego wpływu na płuca
i cały organizm.
Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że chodzi tu wynik z 31.05.2005 świadczący o wyhodowaniu
- candida albicans
- Strept. Sp. B-hemol (nosicielstwo) - w obu przypadkach - liczność
Przeprowadzone 23.03.2005 badania krwi wykazały OB - 2, ASPAT - 40, ALAT - 52. W związku z tym otrzymałem
skierowanie do Przychodni Chorób Zakaźnych. Ta wizyta skończyła się jedynie skierowaniem na ponowne badanie
krwi, które wykazały poziom ASPAT i ALAT w normie.
Ponieważ wciąż odczuwałem opisane wyżej dolegliwości, laryngolog skierowała mnie na tomografię komputerową
głowy i rezonans magnetyczny, natomiast lekarz z Przychodni Chorób Zakaźnych na USG jamy brzusznej. Wszystkie
te badania nie wniosły do sprawy nic nowego.
Polecona przez znajomego lekarka laryngolog nie potrafiła określić przyczyny moich dolegliwości. Szukając jakiegoś
rozwiązania udałem się prywatnie do Kliniki Medycznej zabierając ze sobą próbówkę z plwociną. Zostałem przyjęty
przez lekarza laryngologa, któremu opowiedziałem przebieg i objawy mojej choroby. Obejrzał moje wyniki, zbadał
laryngologicznie niczego nie dostrzegając. Po obejrzeniu plwociny stwierdził, że każdy palacz jest w stanie coś
takiego odpluć. Pod względem laryngologicznym jestem zupełnie zdrowy. Jego zdaniem moje opowieści są wynikiem
przewrażliwienia i powinienem się wyciszyć.
Wróciłem więc do Przychodni Rejonowej, stamtąd trafiłem do laryngologa w Przychodni Wojskowej gdzie na bazie
wymazu z gardła wyhodowano paciorkowca.
Ponieważ 2 lata temu miałem usuwany operacyjnie czyrak za uchem zacząłem podejrzewać, że być może tam tkwi
źródło jakiejś infekcji, zwłaszcza, że wciąż odczuwałem szum w uszach i miałem wrażenie "przelewającego się"
w głowie płynu. Tym sposobem zostałem skierowany do dermatologa.
Lekarz wysłuchał mojej opowieści bez żadnego ironicznego uśmiechu, wykluczył by przyczyną był czyrak i z uwagą
przejrzał wyniki badań jakie przeprowadziłem. Szczególną uwagę zwrócił na wynik badania plwociny i stwierdził,
że obecność candidy albicans oraz paciorkowca nie jest rzeczą normalną i leczeniem powinien zająć się lekarz
pierwszego kontaktu.
Wizyta ta miała miejsce 30 maja 2005 roku, a więc 5 miesięcy po rozpoczęciu się mojej choroby i w 2 miesiące po
wyhodowaniu candidy.
Po powrocie do domu rozpocząłem w internecie poszukiwania informacji co to w ogóle jest candida i trafiłem na
opis objawów i przebiegu tej choroby zawarty w opracowaniu Henryka Piwnickiego. Z wydrukowanym tekstem udałem
się do "mojej" laryngolog, która zapytała, czy jest to opracowanie lekarskie. Kiedy usłyszała, że jest to opis
pacjenta, stwierdziła, że nie interesuje ją to, bowiem może to być relacja człowieka niezrównoważonego
psychicznie.
Jeśli tak by było w istocie, to również mnie trzeba by zaliczyć do tej kategorii ludzi, gdyż objawy opisywane
przez tego człowieka występowały również u mnie. Z reakcji niektórych lekarzy wnioskuję, że takie psychogenne
objawy mi przypisywali.
W Przychodni Rejonowej, na moją usilną prośbę o dokładne przejrzenie wyników, lekarz stwierdził, że w zasadzie
candidy i paciorkowca nie powinno być. Wspomniane przeze mnie opracowanie nie wzbudziło żadnego
zainteresowania.
Na własny koszt przeprowadziłem badania kału w Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, gdzie spotkałem się
z wyjątkową życzliwością i pomocą, a także badania plwociny w laboratorium Szpitala Dziecięcego.
W kale wyhodowano candidę o bardzo obfitym wzroście, natomiast w plwocinie pojedyncze kolonie candidy
i bakterię Moraxella catarrhalis.
Z tymi wynikami wróciłem do lekarza w Przychodni Rejonowej. Zaskoczeniem był dla mnie fakt przyznania mi racji.
Efektem tej wizyty było przepisanie Fluconazole 100 mg z dawkowaniem 400 mg pierwszego dnia i 200 mg każdego
następnego, a także antybiotyku na bakterię górnych dróg oddechowych. Antybiotyku nie zażywałem z uwagi na
fakt, iż każdy jest produkowany na bazie pleśni, która z kolei jest pożywką dla drożdży. Ponadto każda kolejna
dawka antybiotyku czyniłaby jeszcze większe spustoszenie w moim organiźmie (jeśli miałaby co pustoszyć).
Nie mając innych wskazówek, oparłem się na opracowaniu, które jak wspomniałem, stało się dla mnie przewodnikiem
i natychmiast zacząłem stosować dietę. O produktach jakie wyeliminowałem i jakie wprowadziłem do niej piszę na
stronie "Dieta".
Opiszę teraz sposób i przebieg stosowanej przeze mnie kuracji:
- 6.00 - Flukonazol 100 mg
- 9.00 - lewatywa
- bezpośrednio po lewatywie kapsułka PRO BACTI 4
- 12.30 - Flukonazol 100 mg
- 18.00 - Flukonazol 100 mg
- 23.00 - Flukonazol 100 mg
Mimo stosowania Flukonazolu w dawce 400 mg dziennie, przez okres dłuższy niż 1,5 miesiąca wyniki badań
wątrobowych pozostają w normie.
Lewatywę stosowałem codziennie w pierwszym tygodniu leczenia, a następnie co drugi dzień. W wyniku lewatyw jelito
zaczęło się oczyszczać i wraz z kałem wydalałem białą, ciągnącą się maź względnie przypominającą bardzo długi ryż.
W trakcie prowadzonej przeze mnie kuracji piłem także sok NONI (patrz "Linki"), którego pozytywne skutki zacząłem
odczuwać, jednak ze względów finansowych byłem zmuszony zaprzestać jego stosowania.
Wypijałem też około 1 litra jogurtu przygotowywanego w domu (patrz "Dieta").
Po 3 miesiącach stosowania diety i leków moje samopoczucie zaczęło bardzo powoli ulegać poprawie, jednak na
skórze zaczęły pojawiać się najpierw czerwone, z czasem przebarwiające się w odcienie brązu plamki, które
następnie znikają, a w ich miejsce powstają nowe. Zdaniem dermatologa są to normalne zmiany i nie należy
przywiązywać do nich wagi.
Był też okres, w którym moje nogi wydzielały wyjątkowo nieprzyjemny zapach, a białe skarpety przybierały koloru
żółtawego i to wcale nie z powodu farbujących butów. Na skórze pojawiały się też plamy koloru żółtego, które
z czasem znikały.
Spotkałem się z twierdzeniem iż Lacidofil i Probacti4 można traktować jako zamienniki. Wydaje się jednak, że tak
nie jest, bowiem Lacidofil ulega rozkładowi już w żołądku w wyniku działania kwasów, natomiast kapsułka Probactil4
(zawiera 3 miliardy zasuszonych pozytywnych bakterii) dzięki osłonie odpornej na działanie kwasów żołądkowych
dociera aż do jelita.
Kolejna wizyta w Przychodni Chorób Zakaźnych i skierowanie na badania kału na posiew, badanie na obecność
wirusa HIV i badanie krwi. Zarówno badanie na obecność HIV, jak i badanie krwi nie wniosło nic nowego.
Natomiast w posiewie kału nie wyhodowano candidy, ale pojawiła się bakteria Pseudomonas aeruginosa która
powinna wywołać totalną biegunkę, a nie wywołała.
Z uwagi na wielorakość zgłaszanych przeze mnie objawów, brak możliwości postawienia jednoznacznej diagnozy i jak
się domyślam, podejrzenie psychogennych objawów otrzymałem skierowanie na Oddział Chorób Układu Pokarmowego
Wojewódzkiego Szpitala Obserwacyjno-Zakaźnego. Przebywałemm na tym Oddziale od 24 października 2005 roku.
Po przeprowadzonym badaniu plwociny wyhodowano bakterie o których wspominam wyżej, a także gronkowca
złocistego. Podjęto decyzję o leczeniu antybiotykiem podawanym w kroplówce.
W tym stanie rzeczy następowało systematyczne pogarszanie się mojego samopoczucia, pojawiał się ból głowy,
zatykanie uszu, ból kręgosłupa, nerek, ucisk w klatce piersiowej. Temperatura w granicach 37 º C
utrzymywała się nieomal ciągle.
Odnosiłem wrażenie, że moje sugestie o powracającej candidzie trafiały w mur nie do przebicia. W skład diety
szpitalnej wchodziły takie produkty jak: miód, dżem, zwykły chleb, sosy zaciągane mąką. Świadczyć to może
o zupełnym ignorowaniu zarówno wyników jak i moich relacji o przebiegu choroby. Chyba że wysunięto wniosek:
jeśli nie wyhodowano candidy to zostałem z niej skutecznie wyleczony.
Leczenie szpitalne polegało na podawaniu mi:
- Biodacyny 500 ml - 3 razy dziennie
- pałeczek mlekowych - Lacidofil
- osłony przeciwgrzybiczej - Flumykon początkowo 50 mg, obecnie 200 mg dziennie
- multiscorbolamidu
Korzystałem w większości z potraw przygotowywanych w domu i dostarczanych mi przez rodziców.
Na moją prośbę i na własny koszt (szpital nie widział takiej potrzeby) mam mieć przeprowadzone
badania kału na obecność w nim grzybów i ich liczność. Oczekuję też na kolejny wynik badania plwociny.
15 listopada mam mieć przeprowadzoną bronchoskopię celem pobrania materiału do badań na obecność bakterii
w płucach. Planowane jest też prześwietlenie zatok, a w przypadku stwierdzenia zmian - ich otwarcie (takie jest
stanowisko laryngologa, który wcześniej sugerował mi nadwrażliwość).
Mój pobyt w szpitalu wyjaśnia chwilowy brak dostępu do wyników ponieważ są one w posiadaniu lekarzy.
Chcę również dodać w tym miejscu, iż pomysłodawcą i twórcą strony jest mój tata. Ja, z uwagi na nieobecność
w domu, nie miałem okazji jeszcze jej zobaczyć.
Nie wiem na jakim etapie jestem, co jeszcze przede mną, ale zdaję sobie sprawę, że czeka mnie walka - nie tylko
z chorobą.
To tyle mojej historii na dzień dzisiejszy, ale z pewnością dopiszę jej dalszy ciąg.
13 listopada 2005 r.
Zatoczyłem duże koło i wróciłem do domu. Dotrzymuję więc słowa dopisując ciąg dalszy. Chcę powiedzieć, że jednak
uwzględniono moją prośbę i przeprowadzono badania kału bez konieczności płacenia za nie.
Mimo stosowania celowanej antybitykoterapii nadal stwierdzono obecność Pseudomonas aeruginosa zarówno
w plwocinie jak i w kale. Natomiast żadne z przeprowadzonych badań nie wykazało już obecności candidy.
15 listopada zostałem przeniesiony na Oddział Chorób Płuc celem przeprowadzenia bronchoskopii. Samo badanie
nie wykazało żadnych zmian, natomiast na wyniki badań pobranego w jej trakcie materiału muszę poczekać 10 dni.
Wykonano mi też prześwietlenie zatok, jednak jestem w posiadaniu jedynie zdjęcia bez opisu. Muszę zatem udać się
do laryngologa, który je opisze. Być może siedliskiem bakterii są właśnie zatoki. Zostałem skierowany pod dalszą
opiekę do lekarza pierwszego kontaktu.
Nadal pozostaję na diecie i w żadnym wypadku nie zamierzam z niej rezygnować.
Aktualnie stosowana przeze mnie kuracja wygląda następująco:
- Calmazin 3 x 1 tabletka w trakcie posiłku
- Lacidofil 3 x 1 tabletka w trakcie posiłku
- ProBacti4 1 x z zachowaniem 3 godzinnego odstępu po zażyciu lacidofilu
- Sok Noni 2 x 20 mg (rano i wieczorem)
20 listopada 2005 r.
Dużo czasu upłynęło od mojego ostatniego wpisu na tej podstronie. Co się w tym czasie zmieniło?
Ze spraw czysto technicznych - strona uległa całkowitej przebudowie i rozbudowie z uwagi na nowe materiały jakie
udało się zgromadzić.
Ważniejsze są jednak sprawy zdrowotne. Do marca 2006 r. stosowałem:
- Fluconazole - 1 x dziennie
- Probacti 4 - 1 x dziennie
- Lacidofil - 3 x dziennie
Od tamtej pory nie zażywam żadnych leków, natomiast niezmiennie stosuję dietę II etapu i to dość rygorystycznie.
Stosując ją przez, jakby nie patrzeć, dość długi czas - zauważyłem, że mój organizm nie toleruje pomidorów
i czerwonej papryki. Natomiast zieloną paprykę mogę jeść. Źle czuję się również po zjedzeniu duszonej cebuli,
chociaż wcześniej (już w trakcie leczenia) organizm ją tolerował. Utwierdzam się w przekonaniu, że stosowanie
przynajmniej niektórych produktów jest kwestią indywidualną i każdy musi przetestować na sobie ich oddziaływanie.
Sprawa najważniejsza - pod koniec kwietnia 2006 r. badania kału i plwociny nie wykazały obecności grzybów.
Byłaby to pełnia szczęścia gdyby nie fakt, że wyhodowano bakterie Pseudomonas auerginosa - w plwocinie
wzrost bardzo obfity, w kale pojedyncze kolonie.
Lekarz prowadzący podszedł do sprawy z wyjątkowym zrozumieniem i zrezygnował z leczenia antybiotykowego, przepisując
Luivac - preparat aktywizujący system obronny organizmu. Tak więc tym razem będę walczył z innym wrogiem, ale
w przekonaniu, że i z nim sobie poradzę.
2 czerwca 2006 r.
|
|